4.5 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.50 (1 Vote)

Działo się to dawno temu. Na brzegu Wisły żyły, uszczęśliwiając ludzi, Wiły które były piękne jak syreny. Każdy ból ,każdy smutek i wszystko co trapiło ludzkie dusze ginęło, gdy Wiły zaczynały śpiewać. Nimfom nie oparł się nawet książę solecki – Solemir. Pewnego dnia książę dowiedział się o Wiłach. Postanowił je zobaczyć. W tym celu udaje się nad Wisłę. Po drodze spotyka mieszkańców i pyta ich:

- Czy wiecie ,gdzie przebywają te piękne Wiły, o których mówicie czarodziejki?

- O tak ,Mości Panie! O tam na brzegu Wisły jest ich ulubione miejsce. Niech Jaśnie Pan ukryje się w trzcinach ,to je dobrze zobaczy.

I tak z pomocą mieszkańców Solemir ukrywa się w trzcinie. Książę długo czeka. W końcu zmęczony zasypia. Następnego dnia wraca zły do swojego obozu. Nie poddaje się jednak, więc prosi swoją świtę o tarczę nabitą ostrymi ćwiekami. Wraz z zapadnięciem zmroku znów pojawia się w tym samym miejscu co poprzedniego dnia i cierpliwie czeka w trzcinach. Jest cisza. Pojawiają się panny. W pięknych sukniach zaczynają tańczyć. Nagle jedna z nich gubi rybią łuskę. Solemir bierze zgubę i chowa ją za dąb. Wiły dalej tańczą. Nastaje ranek. Wiły giną w głębinach Wisły, ale jedna zostaje i mówi:

- O moje siostry! Cóż ja bez was zrobię? Jak ja do nich wrócę?

Młody książę wszystko słyszał, oczarowany urodą jednej z nich i zapragnął zostać z nią na zawsze.

- O pani mojego serca! Nie rozpaczaj! Od teraz jestem na twoje rozkazy!

- Panie! Jestem wodną panną. Moim domem jest wodne królestwo Wisły. Chcę tam wrócić, lecz nie ma jak ,ponieważ moje okrycie zostało skradzione. O ja nieszczęśliwa!

- Na próżno szukać twojego płaszcza. Pewnie jakiś dziki zwierz porwał je do puszczy. Mości dobrodziejko ,widzisz to wzgórze? Tam będzie stał pałac dla ciebie, a żebyś nie była samotna zamieszkam tam z tobą. - Wiła odwróciła się i zaczęła płakać.

Solemir wydawał  rozkazy i wkrótce piękny pałac powstał. W końcu oboje w nim zamieszkali. Mimo luksusów, piękna syrena wychodziła na brzeg Wisły i płakała za tym co utraciła. Nimfy się już nie pokazały. Od tego momentu coś dziwnego działo się na świecie. Również w księstwie Solemira było źle. Jego poddani coraz częściej mówili:

- Boże, zlituj się!

I tak Solemir patrzył na udręki swojego ludu. W końcu udaje się na długie polowanie ,by odetchnąć choć na chwilę od kłopotów swego państwa. Tym czasem Wiła schodzi na brzeg Wisły i siada tam, gdzie kiedyś beztrosko tańczyła. Nastaje wieczór. Wiła siedzi zamyślona. Nagle pośród dębów zauważa swoją rybią łuskę.

- Moje rybie okrycie!

Wkłada go na siebie i zaczyna śpiewać z radości. Słyszą to inne Wiły. Przypływają na brzeg i wszystkie razem zaczynają tańczyć. Mieszkańcy Solca znowu są szczęśliwi. Po tych zdarzeniach Solemir zrozumiał ,że w życiu nie należy nikogo uszczęśliwiać na siłę. Później każdego wieczoru słuchał śpiewu Wiły, lecz nie próbował zatrzymać jej na zawsze.

Maria Skalinska 11 lat, Zespół Szkół Samorządowych w Solcu nad Wisłą
Na podstawie: Baśnie i legendy ziemi radomskiej Zenon Gierała
Podobne artykuły
Zielenica córka Bałtyka

Zdarzenie to miało miejsce przed wieloma wiekami,w czasach gdy małą, ale bogatą wieś Trzęsacz dzieliły od morskiego brzegu ponad dwa kilometry....