1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 1.00 (1 Vote)

Dawno, dawno temu w średniowiecznej Polsce na terenie Dolnego Śląsku leżał duży i zaniedbany zamek. Był wykonany z cegieł, a na dziedzińcu była piękna roślinność. Mieszkał w nim bardzo mądry czarodziej o imieniu Rilian. Wszystko robił powoli i starannie. Tam gdzie przebywał słońce docierało bardzo wcześnie budząc go ze snu.

Codziennie rano był podlewać kwiaty i krzewy, bardzo lubił ich zapach o poranku. Dlatego właśnie ogród był bardziej zadbany niż czasem nawet on sam. Tego dnia obudziło go wiosenne słońce. Z grymasem na twarzy udał się na dół, przegryzł śniadanie i wyszedł do szklarni. Kwiecie pachniało dzisiaj wybornie, a woda idealnie iskrzyła się w promieniach. Rilian z  jednego kwiatka usłyszał gorzkie szlochanie. Podszedł powoli, a z rośliny wyłoniła się maleńka istotka. Przedstawiła się jako Rozalia.  Czarodziej zadał jej pytanie dlaczegóż płacze w tak piękny dzień. Odpowiedź nie była wcale krótka. Dziewczyna okazała się bardzo rozmowna, gdy już prawie wszystkie kwiaty wsiąknęły wodę ona dopiero skończyła mówić jak to się źle z tym czuje, że jest taka mała i niezaradna. Rozweseliła się nieco usłyszawszy, że zostanie wzięta pod skrzydła maga. Praca nad nią nie była taka prosta jak się wydawało. Trzeba było przy niej wszystko robić z powodu jej bezradności. Rilian miał pełne ręce roboty. Kto by pomyślał, że tak mała istota może przynieść tak wielki kłopot. Mijały miesiące i z czasem oboje zaczęli się coraz bardziej lubić. Nie minęło pół roku, a czarodziej był tak zadurzony w Rozalii, że największe nieszczęście i najsilniejsza moc na świecie nie mogły ich rozdzielić.

Minuty spędzane razem zamieniały się w godziny, a te w niezapomniane dni. Spędzali ze sobą codziennie minimum połowę dnia. Okazało się, że dziewczyna przepięknie śpiewa. Budziła swoją miłość o każdym poranku i usypiała każdego wieczoru. Uczucie, którym się darzyli było bezcenne. Sama obecność siebie nawzajem była czystą przyjemnością, lecz z upływem czasu zapragnęli normalnego życia i pociech, które będą kochali tak mocno ile tylko zmieszczą uczucia w sercu. Istniało jedno zaklęcie, które mogło wyzwolić Rozalię. Brzmiało ,, JA WORZY NAA’’ . By je wypowiedzieć potrzebny był specjalny szlachetny kamień, znajdujący się na samym szczycie gór Tatr Zachodnich. Czekała ich długa i trudna podróż. Minerał był ukryty w niebezpiecznej jaskini, do której trudno było dotrzeć. Wyruszyli z rana w samym środku maja. W podróż osiodłali ulubionego i jedynego konia w zamku. Była to siwa klacz o imieniu Bajka. Wzięli najpotrzebniejsze rzeczy i pogalopowali na północ. Była to ich wyprawa życia. Nigdy jeszcze nie widzieli tak pięknej Polski jak w tedy. O zachodzie słońca dawali odpocząć rumakowi i rozpalali ognisko. Ileż to potrafili rozmawiać, całymi wieczorami. Przy świetle ogniska powstawały naprawdę wspaniałe historie, lecz jeszcze lepszą tworzyli oni sami. Wyruszając pili źródlaną wodę nie żałując przywileju także  klaczy.

Och ! Jak cwałowali przez pola i polany ! To było za piękne iż umiałabym to opisać. Gdy dotarli do stóp gór zmuszeni byli zostawić konia i iść dalej sami. Nie była to łatwa droga. Często bywało stromo i nieprzyjemnie. Na szczęście mieli siebie i wzajemne wsparcie. Jaskini szukali cały tydzień, lecz w końcu udało im się ją znaleźć. Strasznie się bali przechodząc między skałami, które wyglądały jakby miały się na nich zaraz zawalić. Ich oczy ku wielkiej radości ujrzały nareszcie kolorowy kamyk. Leżał godnie na jedwabnej poduszce, świecił niczym gwiazda w nocy. Rilian ostrożnie schował znalezisko po czym udali się do Bajki i wrócili do domu. Rilian nie odmienił od razu Rozalii, gdyż nie zmieściliby się oboje na klaczy, szczególnie że ona nigdy nie dosiadała konia. Cierpliwie musieli czekać aż wrócą do zamku. Mimo niecierpliwości powrót był całkiem miłym przeżyciem. Dojechali o zachodzie słońca na początku września. Po rozsiodłaniu rumaka udali się nad staw tak podekscytowani że po drodze nie wydali do siebie ani jednego słowa. Był już półmrok, gry czarodziej wydobył z siebie słowa ,, JA WORZY NAA ’’.

Maleńka istotka zmieniła się w zgrabną kobietę. Było to dla nich tak wielkie zdarzenie, że zaczęli się obejmować i całować pierwszy raz w życiu, gdyż tego właśnie tak mocno pragnęli. Z oczu leciały im łzy radości, a uśmiech pozostał na ich twarzach jeszcze dobre parę godzi. Rozalia gotowała mu przepyszne śniadania i tuliła się do niego codziennie. Szczęśliwie urodziła syna Tadeusza i córkę Gabrielę. Rzeczywiście kochali ich tak mocno jak tylko zdołali, oczywiście mieszcząc w sercu miłości też dla siebie. Zamek odżył lada chwila. Zwiększyła się zwierzyna w okolicach, a rodzina kupiła sobie psa o imieniu Karolina. Zamek zdobył nazwę Jaworzyna pochodzącą od wyjątkowego zaklęcia. Zaczęły się sprowadzać inne rodziny, które budowały nowe domy i tak powstała osada nazwana Jaworzyna od zamku królewskiego i z czasem dodano do nazwy Śląska, gdyż znajdowała się na Dolnym Śląsku. Rozalia nadal pięknie śpiewała, a Rilian już nigdy nie szedł do ogrodu ze skwaszoną miną.

Julia Żelazna 12 lat, Szkoła Podstawowa im M. Konopnickiej w Jaworzynie Śląskiej
Na podstawie: Przekazu ustnego