W dawnych czasach, gdy pamięć ludzi była jeszcze bliższa pieśni niż kronice, a świat pełen był znaków czytelnych tylko dla tych, którzy potrafili patrzeć uważnie, nad brzegami Wisły istniał gród wsparty na białej skale. Wznosił się on dumnie na wzgórzu wawelskim, a jego kamienne oblicze odbijało światło słońca niczym tarcza wystawiona na próbę losu. Tego dnia jednak coś było inne. Nim wydarzenia nabrały kształtu, nim ziemia zadrżała, a powietrze zgęstniało od strachu, pierwsze znaki pojawiły się wysoko nad murami.
Kruki, ptaki stare jak pamięć świata, strażnicy granicy między tym, co widzialne, a tym, co przeczuwane, zaczęły zachowywać się niespokojnie. Nie zerwały się nagle ani w panice. Przeciwnie – jeden po drugim milkły, przestawały krążyć nad grodem i z ciężkim trzepotem skrzydeł oddalały się ku lasom i wzgórzom. Mądre ptaki wyczuły to, czego ludzie jeszcze nie potrafili nazwać. Tego samego dnia, na długo przed nadejściem nieszczęścia, opuściły wzgórze wawelskie, jakby oddając je w ręce przeznaczenia.
Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, nad miastem przeszedł dziwny wiatr. Nie był to zwykły powiew znad rzeki, lecz ciężki oddech czegoś ogromnego. Flagi na palisadach napięły się nagle, psy zamilkły, a konie zarżały niespokojnie. Ziemia zdawała się drżeć głęboko pod stopami, jakby sama skała, na której stał gród, próbowała ostrzec swoich mieszkańców. Wtedy rozległ się ryk – niski, przeciągły, niosący się echem po dolinie Wisły. Nie był to głos zwierzęcia znanego ludziom. Był to głos smoka.
Z cienia chmur i dymu wyłoniła się potężna sylwetka. Łuski lśniły jak rozżarzone żelazo, a skrzydła przecinały powietrze z siłą burzy. Istota ta sama zwała siebie Rarogiem – imieniem starym i ostrym jak ogień. Raróg nie przyszedł cicho ani ukradkiem. Jego obecność była zapowiedzią zmiany, której nie sposób było cofnąć. Krążył nad wzgórzem wawelskim, znacząc niebo cieniem, a każdy jego ruch niósł ze sobą strach i podziw zarazem.
Mieszkańcy grodu zamarli. W ich piersiach ścisnął się oddech, serca biły jak młoty, a w oczach pojawiło się zrozumienie, że oto nadszedł smok, którego nie da się odpędzić modlitwą ani stalą. Raróg wybrał to miejsce nie bez powodu. Skała, groty i głębokie jamy pod wzgórzem wawelskim przemówiły do niego jak obietnica. I tak rozpoczęła się legenda, zanim padło pierwsze słowo, a strach na dobre zamieszkał w cieniu murów.