3.6666666666667 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.67 (15 Votes)

Kamień nieszczęścia, o którym krąży przerażająca legenda pochodził podobno ze Sławinka pod Lublinem. Dziś spoczywa on na rogu cichej uliczki Jezuickiej i ukazuje ludziom szczerbę po katowskim toporze. Na początku XV wieku kamień ów znajdował się na placu Bernardyńskim, dawnym placu Straceń. Był on podstawą pod dębowy pień, który przez swe przeznaczenie ociekał krwią skazańców.

Zdarzyło się jednak, że kat ściął z wielkim rozmachem głowę niewinnej osoby tak, że pień rozłupał się na dwie części a topór uderzył o kamień i wyszczerbił w nim głęboki wyłom. Ktoś przytoczył ten kamień na plac przy ul. Rybnej. Pewnego razu szła tamtędy kobieta niosąca obiad swojemu mężowi, który akurat pracował ciężko na budowie. Koło kamienia potknęła się i rozbiła garnki z zupą. Zapach zupy przywabił kilka psów, które rzuciły się na łatwy posiłek. Psy oblizały kamień i za chwilę wszystkie padły martwe. Widok ten wywołał niezwykłe zamieszanie i sensacje, tak też plac otrzymał nazwę Psiej Górki.

Ludzie przekonali się że kamień jest niebezpieczny. Każde dotknięcie go ręką lub bosą stopą sprowadzało nieszczęście. Pewnego razu kamień ten wpadł w oko piekarzowi który akurat budował piekarnie, użył go do budowy pieca. Kilka dni później spalił się w owym piecu zamknięty przez żonę i jej adoratora.

Nieszczęsny kamień powrócił na Psią Górkę i oślepił murarza, który uderzył go młotem. Wkrótce na tym placu, przystąpiono do budowy kościoła Trynitarzy. Po wybudowaniu murów postanowiono wtoczyć kamień do kościoła i użyć go przy budowie ołtarza. Jednak okazało się, że pomimo wzniesienia budynku i dzwonnicy kościół nie zostanie dokończony, bo brakło funduszów na dokończenie wnętrza. Kilkadziesiąt lat później mury kościoła zostały zakupione przez Paweczkowskiego, który usunął kamień i przerobił gmach na pałac dla siebie, który do dziś stoi na Psiej Górce.

Gdy wybudowano Sobór prawosławny na Placu Litewskim, zły kamień znalazł się obok niego i spowodował śmierć żołnierza, który spadł z dzwonnicy miażdżąc sobie głowę na powierzchni owego kamienia. Władze rosyjskie obawiając się kolejnych wypadków, wywiozło kamień za miasto. Podczas budowy prochowni dostał się on jakimś sposobem do fundamentów. Wiadomo jest, że w roku 1919 prochownia wyleciała w powietrze.

Dwadzieścia lat kamień przeleżał bez żadnych efektów. Po tym czasie znalazł się na wprost Trynitarskiej Bramy, na rogu uliczki Jezuickiej. Gdy przyszyła wojna niemieccy lotnicy bombardowali Lublin. I oto kamień nieszczęścia znowu okazał swoje fatum. Najwięcej ofiar w ludziach poniosła właśnie uliczka Jezuicka i Katedra na którą miał widok przez wylot Bramy Trynitarskiej. Mimo, że samoloty zataczały duże koła, to bomby jakimś sposobem padały głównie w promieniu działania kamienia nieszczęścia.

Obecnie ten kamień - istny prześladowca każdej żywej istoty, spoczywa dalej na rogu cichej uliczki Jezuickiej.

 

Podobne artykuły
Sąd diabelski

W XVII wieku na terenie Rzeczpospolitej działał Trybunał Koronny. Był to sąd wyższej instancji, do którego można było się odwołać. Jeżeli nie...

Czarcie pole

W dawnych czasach, kiedy wiara ludzka była silniejsza, moc Boża objawiała się na każde wezwanie księży czy ludzi prawdziwie wierzących. Nie inaczej...

Legenda o Ślęży

Nim Ślęża zasłoniła wejście do piekielnej bramy, każdej nocy czarty wychodziły przez nią z piekieł na ziemię, zachwycając się jej pięknem. Ziemia...

Diabelski Kamień

Od niepamiętnych wieków Kaszubi, jako że lud to religijny, co roku udawali się gromadnie do Gdańska na odpust świętego Dominika. Dawniej pielgrzymki te...

Bies i Czady

Bardzo dawno temu, w krainie pełnej gór, lasów i połonin mieszkał niesamowity stwór Zły Bies. Wyglądał on jak człowiek, ale był od niego większy, w...